Grunwald 2010 - 600 lecie


Pomimo, że na wyjazd wybrałem się samochodem to relacje umieszczam w dziale podróże motocyklem, ponieważ znalazłem się wśród motocyklistów, i z nimi spędziłem cały weekend. Gdyby nie uraz nogi na pewno i ja dotarłbym na zlot moim Rometem.


Pomysł wyjazdu na inscenizację Bitwy pod Grunwaldem padł na forum BAM na kilka miesięcy przed terminem wydarzenia, pomysłodawcą był Jon 45 i to On zajął się organizacją, począwszy od codziennego monitorowania tematu na forum, poprzez załatwienie wyżywienia i noclegu na terenie kempingu należącego niegdyś do producenta telewizorów Elemis. Ładnie położony ośrodek nad jeziorem Szeląg Mały o powierzchni 3,5 ha z wieloma atrakcjami, barem, dobrą kuchnią oraz bezpłatnym dostępem do sprzętu wodnego.


Na teren ośrodka zjechało kilkanaście motocykli, przeróżnych nie tylko azjatyckich marek, bo poza Zippami, Keewayami, Kingwayami, Hyosungami i Rometami, oraz przedstawicielami japońskiej myśli technicznej był także motocykl BMW forumowego znawcy od złamań i stłuczeń z zawodu ratownika Medycznego Mohera 007. Już pierwszego dnia Jego pomoc była bezcenna, gdy obładowany motocykl Bandziorka wraz z pasażerką postanowił sprawdzić przyczepność Warmińsko-Mazurskich piachów, Wywrotka na lewą burtę spowodowała uraz nogi Weroniki, której przegląd z racji swojego zawodu wykonał właśnie Moher 007.Pragne przy okazji podziękować Jemu osobiście, gdyż to On spowodował ( i specjalnie dla mnie wynalazł ), że temat pierwszej pomocy znalazł się na tej stronce.


Kolejnym pechowcem został Quintus który pomimo , że jechał sam także zaliczył glebę na swojej sportowej maszynie, szczęśliwie, że przy niewielkiej prędkości a na tyle pechowo, że ułamał nóżkę zmiany biegów. Od tego momentu rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania fachowca który przywróci obydwa motocykle do pełnej sprawności.


Banici zjeżdżają się do późnego wieczora, jako ostatnia dotarła część grupy warszawskiej , której moim wozem technicznym ,, Balbinką " wiozłem namioty i śpiwory. Niestety przez zamieszanie związane z podejrzeniem urazu u  Weroniki i wywrotka Quintusa zapomniałem, o tym aby te namioty rozstawić. Przyjechali trochę rozzłoszczeni na mnie, ale wspólnymi siłami udało się szybko naprawić mój błąd i juz mogliśmy rozpoczynać grillowanie.


Piękna gorąca noc, i rozgrzane towarzystwo, przyjaciele poznani na forum BAM bawili się do wczesnych godzin dnia następnego, pamiętać należało jedynie o wczesno porannej podróży do oddalonego o 30 kilometrów Grunwaldu więc wstrzemięźliwość w piciu Specjala i Łomżyńskiego browaru musiała zostać zachowana. Pyszny chlebek ze smalcem, oraz specjały z grilla nie pozwoliły położyć się spać z pustym żołądkiem.


Wstajemy rano, szybkie śniadanie, kąpiel w jeziorze Szeląg Mały ( jak ja żałowałem, że nie mogę sobie popływać, lecz awaria nogi i przestroga lekarza skutecznie mnie hamowały ) i około 10:00 ruszamy kawalkadą kilkunastu motocykli na oglądanie inscenizacji. Jednak nie wszyscy ruszają razem, część osób ( jak się okazuje później - słusznie ze względu na kilometrowe korki i mega wielkie upały ) jedzie na Hel, natomiast Wiekowy pozostaje w bazie pilnować naszego dobytku. ,, Balbinka" wioząca mnie i dwóch kumpli przyszłych motocyklistów Burka i Sekluska ledwo nadążała za pędzącymi Banitami. Na szczęście udało się zrobić kilka fotek i nagrać dwa filmy z przejazdu. Niestety około 7 kilometrów przed celem podróży zostawiamy auto na parkingu i dalej juz na pieszo idziemy na pole walki. Upał jest wręcz niesamowity, temperatura grubo przekracza 30 stopni celciusza, a my w pełnym słońcu , stopa za stopą docieramy na miejsce. Ludzi jest tak wiele, że oglądanie inscenizacji ze wzgórz Grunwaldu jest mocno utrudnione, mimo wszystko udaje mi się zrobić kilka zdjęć w tym naj ważniejsze gdy delegacja Krzyżacka przekazuje naszemu królowi dwa nagie miecze.


Powrót równie meczący trwa jednak trochę szybciej, okazuje się, że pozostawienie auta tak daleko wcale nie było złym rozwiązaniem, gdyż wielkie tłumy ludzi i korki wyjeżdżających samochodów skutecznie zatrzymały nawet mobilnych na co dzień motocyklistów powodując nawet wywrotkę naszej miododajnej Pszczółki.


Na kemping dojeżdżamy pierwsi, czeka na nas Wiekowy oraz z pospawanymi juz maszynami Quintus i Bandziorek. Za nami dociera jeszcze Sowa wyraźnie nie pocieszony i oznajmia ,, na Grunwaldzie byłem dwa razy - pierwszy i ostatni " ja także nie przepadam za takimi tłumami więc jeśli jeszcze kiedyś wybiorę się na taką imprezę to na pewno nie wtedy gdy będzie tam ponad 200 tysięcy ludzi. Czas jednak na nas, muszę wracać do Warszawy, gdyż juz następnego dnia rano wyruszam z rodziną na wczasy, natomiast większość motocyklistów baluje na miejscu jeszcze jedną noc aby jak najdłużej pobyć w tak doborowym towarzystwie. Dziękuję wszystkim za ten piękny i ,, męczący " weekend.





Jedziemy na Grunwald






Galeria zdjęć z podróży
Powrót do spisu podróży