Motocyklowa
podróż dookoła Polski 2010
Już
siedząc
w ciepłym domku planowałem wiosenne podróże, przez głowę
przelatywały
dziesiątki tras w Polsce i Europie, którą wybrać, gdzie
jechać?
Jak
długo można
odkładać marzenia? Oczywiście są priorytety, dom, rodzina, praca, ale
czy nie
zasługujemy na chwile tylko i wyłącznie dla siebie, czy możemy pojechać
w
nieznane, zaryzykować i ruszyć dupę przed siebie. Możemy ta wyprawa nie
niesie
ze sobą wiele ryzyka, ot tak po prostu objazdówka wzdłuż
granic Polski, jednak
nie patrzmy na to w ten sposób, dla jednych 100 km od domu
to daleko, dla
innych objechanie globu to łatwizna.
Plany
były
może ambitniejsze, miała być Grecja i Santorini, ale wyszło tak, że
postanowiłem po namowach ciężarnej żony pozostać w kraju. Wiadomo ciąża
nie
choroba, jednak dobrze jest być w miarę blisko ukochanej osoby tym
bardziej, że
do porodu zostało juz nie wiele czasu.
Podróż
taką
zaliczyło juz setki a może nawet tysiące motocyklistów,
cyklistów czy tez
pieszych, nie chcę powielać ich trasy, niczego nie planuję, jadę na
żywioł, śpię
gdzie mnie dopadnie zmęczenie, zwiedzam to, na co mam ochotę, są jednak
cztery
miejsca gdzie muszę się znaleźć, są to krańcowe punkty naszego kraju:
-na
północy
Przylądek Rozewie 54"50
-na
zachodzie kolano Odry w okolicach Cedyni 14"07
-na
południu szczyt Opłonek w Bieszczadach 49”00
-na
wschodzie kolano Bugu obok Horodła 24"08 we wsi Zosin
lub
dotarcie jak najbliżej tych miejsc.
Samotność-
z natury jestem samotnikiem, można
powiedzieć nawet antyspołeczny, więc samotność nigdy nie będzie moim
wrogiem.
Jadąc nie jestem jednak nigdy sam, mam kontakt z rodziną, a na trasie
spotykam
zawsze miłych chętnych do pomocy ludzi, i tu zawsze sprawdza się zasada
im
biedniej tym bezpieczniej, tym na większą pomoc możesz liczyć. W dużym
mieście
jesteś nikim, w małej wiosce możesz stać się atrakcją i ludzie będą
bezinteresownie Ci pomagać. Wierzycie czy nie czuwa nade mną
duch-podróżnik
jest obok i w najtrudniejszych sytuacjach pomaga, w żaden
sposób nie wiąże się
to z wiara to raczej siła umysłu i podświadomość, że musi się udać a
może to po
prostu zwykły zwierzęcy instynkt, chęć przetrwania, kto to wie...
Fotografowanie-
to kolejna moja pasja, chociaż nigdy
nie posiadłem specjalnych umiejętności w tej dziedzinie to staram się
żeby
zdjęcia były ciekawe, oryginalne może nawet część z nich w mirę
artystyczne,
ważne jednak, aby pokazać to, na czym właśnie nam zależy. Obecnie
używam
Olympusa sp-550 cyfrówki z 18x zoom optycznym, fajnego
sprzętu z nie licznymi
wadami jednak jego potencjał pomału zostaje przeze mnie wykorzystany i
w
przyszłości przydałby się jakiś bardziej rozbudowany model, lub
lustrzanka
cyfrowa.
Chwile
uchwycone w fotografii, dym, popiół i kurz, zamknięte
wspomnienia, ludzie,
rzeczy - w momencie naciśnięcia migawki chwila staje się historią-,
dlatego
uwielbiam fotografię.
Każdy
ma swój Everest w tym roku wyprawa
dookoła Polski wzdłuż jej granic jest moim Everestem.
Inspiracja-
przeczytałem kilka
relacji, również pieszych wędrówek, ale
zeszłoroczna podróż kolegi Luca na
chińskim motocyklu, pokazała mi,że można. Nie potrzeba super
sprzętów i góry pieniędzy
wystarczy chcieć...
Dzień
1
Na
liczniku
8811 km wyruszam z Piastowa z samego rana, silniczek żwawo przyspiesza
i już
jestem na trasie, a kolejne kilometry sprawnie nawijam na nie
zdzieralne opony
Rometa. Już pod Płońskiem natrafiam na pierwsze rzeki, które
wystąpiły z koryt
i rozlały się po łąkach i polach niszcząc wielohektarowe uprawy. Siła
przyrody
jest olbrzymia, widać jak jesteśmy malutcy w jej obliczu.
Za
Mławą
zatrzymałem się przy bunkrach leżących na turystycznym Szlaku Walk
Wrześniowych
rozpoczynającym się w samym centrum miasta i biegnie wzdłuż linii
obronnej
Mławy z czasów II wojny światowej. Kilka
kilometrów dalej obok kolejnego okazałego
bunkra stoi czołg i transportowiec opancerzony Skot, obydwa otwarte,
więc można
do nich wejść i przymierzyć się za sterami.
Przejeżdżam
12 kilometrów od pól bitewnych pod Grunwaldem,
nie zajeżdżam jednak, cel jest
inny, a to miejsce odwiedzę innym razem. W okolicach Elbląga we wsi
Raczki
Elbląskie na Żuławach natrafiam na najniższy punkt w Polsce: 1,8 metra
poniżej
poziomu morza, ale jak to zawsze bywa i to jest punktem spornym okazuję
się, że
niedaleko we wsi Wikrów jest miejsce jeszcze niżej położone
jednak powstało
przy pomocy rąk ludzkich gdzie przed II wojna światową Niemcy wybierali
torf i
poziom gruntu tak się obniżył.
We
wsi
Suchacz jak informują mnie transparenty na ulicach ,,najatrakcyjniejsza
turystycznie miejscowość w powiecie Elbląskim” docieram do
Zalewu Wiślanego
jednak temperatura poniżej 20 stopni Celciusza nie skłania mnie w
kierunku
kąpieli. Dojeżdżając tu podłączyłem się pod grupę 12
motocyklistów z Niemiec
jadących na zlot ,,Kardan” z bazą właśnie nad zalewem. We
Fromborku gdzie po
powrocie ze studiów we Włoszech osiedlił się Mikołaj
Kopernik, zauważam Jego
obecność na każdym kroku, w końcu to tutaj powstało największe dzieło
mistrza,
więc miasto jest z tego dumne. Już po ciemku znajduję nocleg, 20
metrów od
drogi po której jutro rano będzie ścigała się cała
Europejska czołówka
rajdowców w ramach Rajdu Polski jednej z eliminacji
Samochodowych Mistrzostw
Europy.
Przejechałem
tego dnia 697 km przez trzy Województwa ( mazowieckie,
warmińsko-mazurskie i pomorskie)
jadąc w pobliżu Parku Krajobrazowego Wzniesienie Elbląskie, Puszczy
Boreckiej i
Mazurskiego parku Krajobrazowego.
Dzień
2
Z
moim
niezawodnym Olympusem ustawiamy
się tuż
za hopką czyli miejscem gdzie jest szansa na dalekie skoki
rajdówek, oczywiście
zawsze w takich momentach należy pamiętać o podstawowych zasadach
bezpieczeństwa bo samochody jadące po szutrze z prędkościami
przekraczającymi
200 km/h bywają nie obliczalne. Na rajdy jeździłem już dziesiątki razy
jednak zdjęcia,
które udało mi się zrobić są fantastyczne, gdy Kajetan
Kajetanowicz czy Leszek
Kuzaj skaczą prawie metr do góry wzbijając przy tym tumany
kurzu.
Wieczorem
dojeżdżam do wsi Zosin miejsca Polski najbardziej wysuniętego na
wschód,
jednego z czterech celów tej wyprawy. Dojazd tu jednak to
istny off-road droga
jest strasznie dziurawa. Istnieją dwa
sposoby pokonywania takich przeszkód jazda z prędkościami
ok. 5 km/h lub z maksymalnymi,
gdy koła po prostu przelatują nad dziurami w drodze pomimo załadowanego
motocykla wybieram drugą opcję i jak wariat gnam przed siebie.
Nocleg
wypada mi gdzieś w okolicach Tomaszowa Lubelskiego no i jak to często
bywa
pokonywanie przeszkód po zmroku- niewidoczne koleiny błoto
ukryte kamienie i
inne niespodzianki tylko czekają na mój błąd. Nie trzeba
było długo czekać
uślizg kół na koleinie z wodą i leżę, na tyle
nieszczęśliwie, że wpadam w błoto
wymazując pół spodni i kurtkę w błocie. Przy okazji urywam
podeszwę moich glanów,
gdy uwalniam się z pod leżącego na mnie motocykla. Podniesienie
załadowanego
sprzętu to także nie lada wyzwanie po kolejnej próbie jednak
się udaję i mogę
rozbijać obóz i czyścić ubrania.
Tego
dnia
poza województwem warmińsko mazurskim zaliczam także
podlaskie i lubelskie.
Dzień
3
Jest
ciepło
jednak nie upał mnie budzi tylko żaby, których są tu chyba
miliony i kumkają
wniebogłosy. Żaby utrudniały mi zaśniecie a teraz są moim budzikiem,
szybko się
pakuję i ruszam przed siebie, nie ma czasu do stracenia w końcu dziś
zaczynają
się góry. Pierwsze ,,dwójkowe” zakręty
napotykam już za Przemyślem. Postanowiłem
nagrać zjazd po serpentynach i gdy mocowałem aparat wyprzedziły mnie
dwa
sportowe motocykle, niestety jeden z nich za chwilę położył maszynę na
tych
trudnych zakrętach, kierowcy na szczęście nic się nie stało Yamaszka
jednak
była mocno poobdzierana. Prędkości maksymalne na takich drogach
wzrastają,
jednak średnia maleje znacznie. Sporo tracę na podjazdach i nie jestem
w stanie
nadrobić tego jadąc z góry..
Na
tym
odcinku miałem jedyną awarie motocykla, urwała się osłona łańcucha
niestety
tak, że jej naprawa nie wchodziła już w grę.
W
okolicy
Cisnej oglądam zwiedzam muzeum kolei wąskotorowej.
Korciło
mnie żeby zrobić zdjęcia Rometa stojącego w bystrym nurcie rzeki
Solinki, nie
spodziewałem się, że pod warstwą kamieni leżących na dnie znajduję się
glina.
Motocykl zakopał się po łańcuch i sporo się napociłem żeby wygrzebać go
powrotem na drogę. Tego dnia zaliczone województwa lubelskie
z którego ruszałem
do tego etapu, podkarpackie, małopolskie, śląskie i
opolskie.
Dzień
4
Na
liczniku
przybywa kilometrów, a maszyna nic sobie z tego nie robi
pracuje ładnie i
równo, mogłaby być jednak troszkę mocniejsza
wówczas lepiej radziła by sobie na
stromych podjazdach.
Szczyrk
i
Wisła są pełne życia, mimo, że główny sezon jeszcze się nie
rozpoczął, na pewno
pięknie jest tu zimą i na pewno atrakcyjnie, a to za sprawą wielu tras
narciarskich z wyciągami oraz skoczni Wisła Malinka imienia Adama
Małysza.
Kolejnym
przystankiem był Cieszyn, który spodobał mi się
szczególnie, głównie za sprawą pięknej
zabytkowej starówki. To stad pochodzi Kajetan Kajetanowicz
zwycięzca Rajdu
Polski którego loty w okolicach Mikołajek miałem okazje
oglądać pierwszego dnia
mojej wyprawy.
Przejechałem
około 30 kilometrów po Czeskiej stronie, opuszczając kraj w
Głuchołazach a
wracając w Paczkowie. Czeskie miejscowości zawsze bardzo mi się
podobały, więc
nie mogłem odmówić sobie chociażby krótkiej
przejażdżki po tym kraju. Jadę i
jadę a droga staje się coraz węższa, coraz więcej dziur, asfalt
przechodzi w
szuter, i gdy Romecik nie daje rady wspinać się już na jedynce
postanawiam
odpuścić. Okazało się, że wjechałem na szlak prowadzący do
turystycznego
przejścia granicznego dla pieszych.
No
i jest
mój ukochany Dolny Śląsk i Kłodzko ze swoją twierdzą i
miniaturą znajdującego
się w Pradze mostu Karola. Troszkę zwiedzania doskonale znanych już
Kłodzkich
kątów i pędzę w Góry Stołowe. Zawsze, gdy tu
jestem zaglądam do wsi Pasterka,
przyjeżdżam tu kilka razy w roku od 14 lat. Właściciele ośrodka ,,
Szczelinka”
państwo Andrzej i Wala Jeske witają mnie jak zwykle przyjaźnie, wypijam
kawę
nie zostaje jednak na noc, jest za wcześnie aby myśleć o spaniu.
Jadę
na
zachód zachodzące słońce mocno opala mi twarz, i dłonie,
zaczynam przypominać
kosmitę z opalenizną w kształcie wizjera kasku motocyklowego. Szkoda,
że Osówka
i jej sztolnie są już zamknięte liczyłem na podziemne zwiedzanie
wybudowanych
przez Niemców kilometrów korytarzy gdzie
prowadzone były badania nad bronią
nuklearną. Tego dnia przejechałem najmniej kilometrów jednak
nie mogłem odmówić
sobie wizyty w moich ukochanych miejscach, zaliczone jedynie
województwo
opolskie i dolnośląskie
Dzień
5
Karpacz
to
jedno z tych miejsc, gdzie wrócę na pewno. Miasteczko
tętniące życiem jakże
inne od Zakopanego, widać turystów i wycieczki szkolne, a
brak lanserki tak często
spotykanej na Krupówkach. Błądząc po drogach w okolicach
Karkonoskiego Parku
Narodowego natrafiam na cmentarz więźniów niemieckiego obozu
w Borowicach. Obóz
powstał dla potrzeb budowy ważnej strategicznie drogi Sudeckiej mającej
połączyć czeską i polska stronę Karkonoszy. Zginęło tutaj z
wycieńczenia, przez
choroby lub zamordowanych około 1000 osób. Po drodze
spotkałem ośmiu
rowerzystów z Niemiec, pytali mnie o to miejsce, pokazałem
im drogę i ruszyłem
w kierunku Szklarskiej Poręby. Po lewo zostawiam zamek Chojnik wiedze
jednak,
że to poważniejsza wspinaczka, a w ubraniach motocyklowych i przy tych
temperaturach może być wycieńczająca. Karpacz, Szklarska,
Swieradów Zdrój to
objawienie tej wycieczki. Nigdy planując wakacje nie brałem tego
regionu pod
uwagę, teraz wiem, że to był wielki błąd.
Jedyne
miasto,
w jakim się spotkałem, aby kościół nie był najbardziej
okazałym budynkiem,
największy i najwyższy był budynek Urzędu Miasta w Gryfowi Śląskim.
Obowiązkowym punktem każdej wycieczki po Dolnym Śląsku musi być zamek
Czocha.
Zwiedzanie można połączyć z rejsem statkiem po zalewie trzeba jednak
sporo
zapłacić gdyż za każdą atrakcje płaci się oddzielnie, tak, więc wydatek
ten
trzeba uwzględnić w swoim budżecie tym bardziej, gdy jedziecie w grupie
lub z
rodziną.
Odcinek
Zgorzelec ( Gorlitz) przez Rothenburg do Bad Muskau jadę po niemieckiej
stronie. Znajduję tu fajne miasteczko zabaw dla dzieci gdzie na kilku
hektarach
jest wiele atrakcji np. Wioska Trolli, wigwamy różne
drewniane budowle o
bajkowych kształtach oraz zwierzęta: konie, osły, wielbłąd, pawie.
Szukając
już po ciemku noclegu rozbijam obóz jak mi się wtedy
wydawało przy dwóch dużych
głazach, dopiero gdy cos zaczęło mnie zajadle podjadać zorientowałem
się, że
tymi głazami były wielkie mrowiska. Na tym etapie jeżdżę po drogach
województw
dolnośląskiego, lubuskiego i zachodniopomorskiego.
Dzień
6
Nadszedł
czas zmiany oleju, na stacji BP kupuję Castrol Power za niecałe 50 pln.
I przy
stanie licznika 11945 około 3000 km od ostatniej wymiany zalewam
świeżutki olej.
Jadąc w trasie przy niewielkim obciążeniu silnika można pozwolić sobie
na
większe przebiegi bez wymiany niż zaleca producent. W ty przypadku, co
2000 km.
Nadgarstek
od częstego naciskania klamki sprzęgła trochę boli i gdy jest to tylko
możliwe
zmieniam po dwa biegi górę, dzięki temu ręka trochę
odpoczywa.
Przed
wjazdem na wyspę Wolin stoją 32 elektrownie wiatrowe imponujących
rozmiarów.
W
ty
momencie zaczyna przygoda z Bałtykiem. Na szlak jadący wzdłuż wybrzeża
wyruszam
w Międzyzdrojach. Na ten etap przeznaczyłem sobie 2 dni, chce na
spokojnie
poleżeć na plaży i wykąpać się w coraz cieplejszym morzu.
Na
wylotówce z Kołobrzegu natrafiam na raj dla
fanatyków militariów. Dziesiątki
czołgów i innych pojazdów wojskowych oraz
wyposażenia przeznaczone na sprzedaż,
można także przejechać się czołgiem po poligonie za jedyne 60 pln. od
osoby,
przy czym muszą uzbierać się cztery osoby chętne.
Za
ostatnie
pieniądze tankuje do pełna z nadzieją, że wystarczy mi na
powrót do domu.
Noc
spędzam
w miejscowości Rowy, prawie dwie godziny spędzam w akompaniamencie
morskich
fal, wpatrując się w przepięknie obsypane gwiazdami niebo.
Mógłbym tak siedzieć
do rana, jestem sam na kilometrowej plaży, jedynie w lesie za plecami,
co jakiś
czas słychać odgłosy polujących zwierząt.
Dzień
7
Około
godziny 7 rano jestem gotowy do drogi, wyjmuję kleszcza,
który paskudnie
wkręcił mi się w przedramię. Jeszcze raz moczę się w Bałtyku i ruszam.
Jest
gorąco na niebie ani jednej chmurki. Dojeżdżam do Białogóry
i usytuowanej na
uboczu rezydencji myśliwskiej, gdzie kilka lat temu wśród
koni, drobiu, dzików,
strusia i lamy spędziłem z dziewczynami fajne wakacje. Jeżeli macie
ochotę na
galopowanie w siodle po plaży o zachodzie słońca to jest to wymarzone
miejsce.
Plaża długa i odludna nawet w sezonie, wiec wakacje w siodle lub
opalanie się w
samotności jest tu możliwe. Kolejne miejscowości to Karwia, Jastrzębia
Góra i
Rozewie oraz Władysławowo na trasie mojego przejazdu gdzie zatrzymuje
się, choć
na chwile jeszcze popatrzeć na piękne morze. Rozewie jest jednym z
celów tej
podróży i przy obelisku wyznaczającym najdalej na
północ wysuniętą część
Polski, robie sobie pamiątkowe zdjęcie. W tym miejscu wiem, że
podróż dobiega
końca wszystkie założenia wycieczki zostały zrealizowane a ja
szczęśliwy wcale
nie najkrótszą droga wracam do domu. Tego dnia byłem na
terenie województw:
pomorskiego, Warmińsko- mazurskiego, kujawsko-pomorskiego i
mazowieckiego.
Podsumowanie
Czas
trwania 7 dni ( 4-10.06.2010 )
Paliwo
/
koszty - 85,00 l / 408 pln
Dystans
–
4389 km
Średni
dystans – 627 km
Najdłuższy
etap – 810 km
Najkrótszy
etap – 416 km